Afantazja. Mężczyzna w bluzie z kapturem i okularami przeciwsłonecznymi w charakterystyczny sposób wydyma usta.

A fantazja, afantazja jest od tego…

Czas czytania w minutach: 6

Już sporo czasu minęło odkąd czytałem książkę “Pan raczy żartować, panie Feynman”1Recenzję znajdziecie na blogu niebawem. Zawierała pewien szczegół, który mocno zwrócił moją uwagę. Był to opis eksperymentu, który jasno pokazywał, czy ktoś, odliczając w myślach, robi to – z braku lepszych słów – wizualnie, czy też werbalnie. Było to dla mnie o tyle interesujące, że wtedy po raz pierwszy dokładniej uświadomiłem sobie, że nawet sam proces “myślenia” nie zachodzi u wszystkich tak samo. Dla mnie było oczywiste, że licząc w myślach, robi się to “werbalnie” – tak, jakby liczyć na głos, tylko nie emitując z siebie dźwięku.

Widzisz to?

Przewijamy do przodu o ładnych parę lat. W czasie rozmowy na zupełnie inny temat usłyszałem: “No przecież jak powiesz lekarze, to widzisz tych facetów w białych fartuchach…” STOP. Widzę? Nie, czemu miałbym ich widzieć?

I to był ten moment, kiedy dowiedziałem się, że część ludzi ma tak bujną wyobraźnię, że gdy tylko o czymś słyszy, to od razu widzi to w umyśle… Dziwadła, prawda? No cóż, krótka2I absolutnie nienaukowa! ankieta przeprowadzona wśród mojego kręgu towarzyskiego doprowadziła do wniosku, że albo poruszam się w dziwnym towarzystwie – albo też to ja jestem dziwadło, nie oni. Wszyscy, których pytałem, mówili, że oczywiście, gdy o czymś myślą, to to widzą. Gdy czytają książkę – leci im w mózgu “film”. A tymczasem ja, choć zawsze lubiłem czytać, zastanawiałem się, dlaczego mówi się, że książki rozwijają wyobraźnię. “Bo przecież jak czytasz, to szczegóły sobie sam musisz wyobrazić”. Próbowałem nawet kiedyś czytać tak, żeby co chwila robić pauzę i sobie wyobrazić scenę, ale trwało to strasznie długo…

I kto tu jest dziwny?

I wreszcie kilka dni temu przeczytałem artykuł, który tłumaczył dokładnie to zjawisko. Okazuje się, że cierpię na odkrytą ponad sto lat temu przypadłość zwaną afantazją. Cóż to takiego? Otóż jest to “niemożność lub ograniczona możność przywoływania obrazów w umyśle”. Jak się szacuje, dotyka ona około 2% ludzi, którzy niejednokrotnie dowiadują się o niej tak jak i ja – przypadkiem. Zastanówcie się: każdy dobrze wie, jak działa jego własny proces myślowy, i tę metodę przyjmuje za oczywistą. Nie zbłądzę chyba uważając, że każdy – o ile się nad tym szczególnie nie zastanowi – zakłada z automatu, że systemy wszystkich innych działają tak samo.

A w jaki sposób naukowcy odkryli afantazję? Jak to często bywa – przypadkiem. W 1880 roku w czasopiśmie “Mind” ukazała się praca Francisa Galtona, zawierająca raport z jego badań nad intensywnością “myślowych obrazów”. Prosił on uczestników o przywołanie w myślach obrazu jakiegoś obiektu, a następnie zadawał pytania dotyczące jego ostrości, naturalności kolorów, jasności i tak dalej. Ku jego zdumieniu okazało się, że niektórzy ankietowani nie wiedzieli w ogóle, o co mu chodzi. Przecież nie oczekiwał chyba, że naprawdę “zobaczą” obraz, o którym mowa?

Cóż, on oczekiwał, oni nie byli w stanie go zobaczyć. I tak oto po raz pierwszy w literaturze fachowej opisana została afantazja3Co ciekawe, nasz badacz zaobserwował, że afantazja znacznie częściej niż w ogóle populacji występuje wśród naukowców.. Ale w takim razie jak działa umysł osoby z afantazją?

Jak myślisz?

Tak do końca nie wiadomo. Choć minęło już przeszło 140 lat od jej pierwszego opisu, nie prowadzono systematycznych badań na ten temat. Dopiero w ostatnim czasie zdaje się tych badań być nieco więcej. Wiadomo więc na przykład, że osoby z afantazją najczęściej mają obniżoną zdolność odtwarzania wspomnień związanych z innymi zmysłami – węchem, smakiem, dotykiem… Ponadto, dużo częściej raportują zupełny brak snów. Wciąż jednak nie wiadomo, z czego afantazja wynika: czy jest to zaburzenie o podłożu neurologicznym, psychologicznym, czy może występuje jakaś kombinacja czynników? Badań nie ułatwia fakt, że większość osób z afantazją nie wie o tym, że ją ma.

Gdy jednak udaje się przeprowadzić jakieś badania, wyniki okazują się być bardzo interesujące. Ot, choćby tegoroczny artykuł opisujący reakcję grupy afantastów i grupy kontrolnej na bodźce mające wzbudzić strach. Wykorzystano dwa rodzaje bodźców: najpierw czytano uczestnikom “przerażający” tekst, a następnie pokazano im “przerażające” obrazki. Co istotne, naukowcy nie polegali na tym, co uczestnicy mówili na temat swojego poziomu lęku. Zamiast tego zmierzyli, jak bardzo uczestnicy się pocili4Urządzeniem zbliżonym do wykrywacza kłamstw. Efekt? Gdy pokazywano obrazki, reakcje w obu grupach były zbliżone. Gdy czytano tekst – grupa afantastów wykazała znikomą reakcję w porównaniu do grupy kontrolnej. Można by z tego wyciągnąć wniosek, że dużo bardziej boimy się tego, co widzimy. A że grupa kontrolna, choćby mimowolnie, przywołuje w myślach obraz tego, o czym słyszy…

Blask afantastyczny

Mamy więc jedną metodę obiektywnego stwierdzenia, czy ktoś cierpi na afantazję, czy też nie. A do czego nam to potrzebne? Czy nie wystarczy po prostu zapytać, czy ktoś widzi w myślach, czy też nie? Okazuje się, że nie wystarczy. Pamiętajcie, że afantazja nie działa zerojedynkowo: masz, lub nie masz. Mówimy tu o pewnym spektrum. Niektórzy ludzie “widzą” w myślach obraz w pełnym HD, inni nie widzą nic. Jednak pomiędzy tymi dwoma skrajnościami jest jeszcze cała gama możliwości. Ja na przykład, jeśli się bardzo skupię, jestem w stanie na krótką chwilę przywołać w myślach bardzo niewyraźny obraz. Inni przywołują obrazy bez problemu, ale są one mało wyraźne. Potrzeba więc jakiejś metody, która nam pozwala określić, czy przy danym poziomie problemów konkretna osoba kwalifikuje się jako afantasta, czy też nie.

A czy można to zmierzyć w jakiś inny sposób? Owszem, można. Wykorzystuje się do tego ciekawe zjawisko polegające na konkurencji między oczami. Jeśli pokaże się człowiekowi dwa obrazki tak, że jedno oko widzi tylko jeden, a drugie tylko drugi, zaś obrazki będą na tyle odmienne, że mózg nie będzie w stanie ich pogodzić, będzie losowo przełączał się pomiędzy nimi. Jeśli jednak na chwilę przed wykonaniem tego eksperymentu poprosimy badanego, żeby wyobraził sobie jeden z tych obrazków – to właśnie ten obrazek będzie głównie widział. Innymi słowy, jego mózg, przywołując konkretny obraz, tworzy swoiste “koleiny”, w które łatwo potem wpada, mając do dyspozycji znajomy widok przed jednym z oczu.

Chyba, że – tak, zgadliście – dana osoba cierpi na afantazję. Wtedy owszem, może sobie wyobrazić konkretny widok – ale go nie zobaczyć, jakkolwiek dziwnie by to brzmiało. Mózg nie ma się więc do czego odwołać, więc afantasci przełączają się między widokiem z jednego i z drugiego oka tak samo przed i po wyobrażeniu sobie jednego z widoków.

Nie widząc przestrzeni

Dla mnie jednak najbardziej interesujące były badania związane z wyobraźnią przestrzenną. Zdawać by się mogło, że sprawa jest oczywista: wyobraźnia przestrzenna z definicji wymaga dobrej wyobraźni wizualnej, więc osoby z afantazją stoją na przegranej pozycji. Nic bardziej mylnego! Ja sam nigdy nie miałem problemów z wyobraźnią przestrzenną – ani na studiach, kiedy omawialiśmy operacje symetrii na dość złożonych bryłach, ani w życiu codziennym, kiedy muszę parkować tyłem. I jak się okazuje, nie ma w tym niczego dziwnego.

Według różnych źródeł, jeśli chodzi o “jakość” działania wyobraźni przestrzennej, osoby z afantazją radzą sobie tak samo dobrze lub nawet lepiej niż osoby z normalną wyobraźnią wizualną. Jeszcze ciekawsze jest to, ile czasu różnym osobom zajmuje wykonanie określonych zadań. Osoby, które do wykonywania zadań – na przykład obracania brył – wykorzystują wyobraźnię wizualną, potrzebują na to tym więcej czasu, im bardziej muszą tę bryłę obrócić. U osób z afantazją ta zależność nie występuje. Niezależnie od tego, jak bardzo muszą bryłę obrócić, zajmuje im to tyle samo czasu.

Jak żyć?

Jak to robimy? I jak w ogóle żyje się z afantazją? Jeśli chodzi o pierwsze pytanie: trochę trudno to opisać. Ja na przykład po prostu “rozumiem” te bryły. Jeśli dobrze zrozumiem powiązania między poszczególnymi bokami, krawędziami i wierzchołkami, to jestem w stanie łatwo stwierdzić, co znajdzie się gdzie przy konkretnym obrocie i nie muszę w tym celu wyobrażać sobie całego obrotu w przestrzeni.

A poza tym? Tak na co dzień? Cóż. Nie mogę powiedzieć, żeby afantazja stanowiła dla mnie problem. Żyję, z codziennymi czynnościami radzę sobie bez problemu. To, że nie umiem rysować, to raczej nie jest kwestia afantazji, ponieważ rysowanie z obrazka czy z natury też mi nie idzie. Książki kocham, choć ich treści nie widzę. Byłem nawet znośnym Mistrzem Gry w rozmaitych RPGach, reklamowanych przecież jako “gry wyobraźni”. A gdyby nie seria przypadków, to do dziś bym pewnie o swojej przypadłości nie wiedział. I tylko czasem, gdy nie mogę zasnąć, nie pomaga mi słynne liczenie baranów, bo ich po prostu nie widzę… Poza tym, choć ogólnie dysponuję bardzo dobrą pamięcią, mam pewien problem z zapamiętywaniem twarzy, co wywołuje czasem niezręczne sytuacje, bo nie poznaję kogoś kogo, jako żywo, poznawać powinienem. No, i gdy trzeba przemeblować mieszkanie, to zdecydowanie wolę sobie wszystko narysować.

Wyobraźnia utracona

Bardziej niż na mnie, afantazja może wpływać na osoby, które kiedyś dysponowały zupełnie normalną wyobraźnią, i dopiero po pewnym czasie – najczęściej z powodu wypadku bądź operacji neurochirurgicznej – straciły możliwość przywoływania mentalnych obrazów. U takich właśnie osób najłatwiej jest rozpoznać afantazję – one wiedzą, że coś straciły. Najbardziej znanym przypadkiem jest tzw. Pacjent MX. Stracił on umiejętność przywoływania mentalnych obrazów w wyniku przebytej operacji. Zgłosił się z tą przypadłością do neurologa – i to od niego właśnie zaczęła się większa popularność tej przypadłości, ponieważ neurolog, Adam Zeman, zaczął prowadzić systematyczne badania i publikować wyniki.

A co z pacjentem? Nie udało mu się w żaden sposób pomóc. Okazało się jednak, że w wykonywaniu większości zadań afantazja mu nie przeszkadzała, brak wizji potrafił skompensować innymi metodami. Jakimi? To już trudniejsza sprawa. Przykładowo, zapytany co jest ciemniejsze, trawa czy sosna – bezbłędnie odpowiadał, że sosna, choć jak sam twierdził, nie potrafił przywołać w pamięci ich obrazu, tylko po prostu znał odpowiedź. Potrafił nawet narysować różne obiekty z pamięci. Ja jednak najbardziej utożsamiam się z tym, co powiedział, pytany, jaki sposobem potrafi coś narysować: “Pamiętam je, ale nie mogę ich zobaczyć”. Lub też, jak pisał Mickiewicz, a śpiewał Grechuta:

“Gdy z oczu znikniesz, nie mogę ni razu
W myśli twojego odnowić obrazu;
Jednakże nieraz czuję mimo chęci,
Że on jest zawsze blisko mej pamięci.”

A co z Wami, drodzy Czytelnicy? Czy widzicie w wyobraźni? Czy może wśród Was też są afantaści? A może ktoś z Was dopiero przeczytawszy ten artykuł zorientował się, że myśli inaczej, niż większość? Chętnie o tym przeczytam w Waszych komentarzach!

Źródła:

https://www.tygodnikpowszechny.pl/nie-wszyscy-licza-owieczki-167552

https://www.psio.com/en/research-aphantasy.html

http://psychclassics.yorku.ca/Galton/imagery.htm

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC7944105/

https://www.gwern.net/docs/psychology/2018-keogh.pdf

https://www.scientificamerican.com/article/when-the-minds-eye-is-blind1/

https://scholarscompass.vcu.edu/etd/5599/




5 1 vote
Oceń artykuł
Powiadom mnie!
Powiadom o
guest
9 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Mateusz

Jest jakaś druga strona tego zjawiska? Niepochamowana fantazja? Jak próbuje wyobrazić sobie biała ścianę be zniczego to okazuje się, że po chwili jest w niej krata, a w kadr wjeżdża na rowerze delfin w cylindrze. Zawsze jak próbuje nie myśleć o niczym…
Propsy za “Blask afantastyczny” 😀

Mateusz

tak, tak, niepohamowana…

[…] zaserwuję Wam recenzję książki, o której wspominałem już przy okazji artykułu dotyczącego afantazji. A właściwie książek — bo chcę polecić dziś dwa tomy autobiografii Richarda Feynmana, […]

Agnieszka

Niestety też cierpię na tą przypadłość. Nigdzie jeszcze z tym nie byłam nawet nie mam pojęcia czy jakoś to się leczy… Teoretycznie fantazja w funkcjonowaniu codziennym mi nie przeszkadza… Ale boli mnie to że nie potrafię przypomnieć siebie wydarzeń , czy moich zmarłych bliskich. Problematyczne też jest wspólne wspominanie gdzie niektórych wydarzeń że swojego życia nie pamiętam a były naprawdę istotne np. ślub, narodziny dzieci.

Agnieszka

Zawsze mi się wydawało, że wszystko jest taka przenośnią. Np. oglądając filmy w których bochaterowie coś wspominają i pokazuje im się retrospekcja to myslalm że to takie dla mnie – widza żeby przypomnieć jakąś scenę z filmu, a nie że ludzie tak rzeczywiście potrafią. Później w rozmowach ze znajomymi, że potrafią opisać jak kto był ubrany, jaki kolor miało pomieszczenie. Ja mogę to zapamiętać ale tylko jeśli będę wiedziała że muszę na to zwrócić uwagę i oczywiście nie widzę obrazu, koloru tylko w tedy wiem, że tak to wyglądało. Długo myślałam co mi jest bo już wiedziałam, że to nie jest “normalne” opowiadając komuś że zamykam oczy i widzę tylko latające kropki przed oczami nikt nie mógł tego zrozumieć. Kiedyś byłam u neurologa (może jakieś 6 lat temu) i mówiąc mu, że nie mam wyobraźni spojrzał na mnie jak na idiotkę….
Dopiero jakieś 2-3 lata temu natknęłam się na artykuł o afantazji i popłakałam się jak małe dziecko bo zrozumiałam, że mimo że to dziwna przypadłość to jednak nie jestem w niej sama. Robiłam tomograf który wykluczył zmiany np guz mozgu, teraz jestem po EEG i czekam na wizytę u neurologa bo wyszły zmiany (ale nie padaczkowe z tego co odczytuje) za dzieciaka też miałam błędne EEG, ale w tedy nikt nie słyszał o afantazji.

Agnieszka

Bohaterowie*🙈

[…] inspiracji dla architektów i inżynierów były plastry miodu. Jeśli tylko nie cierpicie na afantazję, na samo ich wspomnienie widzicie przed oczami ułożone w równe rzędy sześciokąty foremne. […]