Nafta, niepodległość i… wieloryby. Ignacy Łukasiewicz

Czas czytania w minutach: 5

Jak być może słyszeliście, rok 2022 został przez Sejm ustanowiony (między innymi) Rokiem Łukasiewicza. Kim był nasz dzisiejszy bohater i czym zasłużył sobie na uhonorowanie? Pozwól, że wyjaśnię!

Aptekarz i farmaceuta

Tak się składa, że w 2022 roku przypada akurat dwusetna rocznica urodzin i sto czterdziesta rocznica śmierci Łukasiewicza. Ten żyjący w latach 1822-1882 polski farmaceuta, wynalazca i działacz niepodległościowy nie miał okazji żyć w Polsce i nie doczekał się niepodległości swojej ojczyzny. Nie przeszkodziło mu to jednak w wytrwałej pracy na jej rzecz, nie szczędząc środków ze swojego niemałego majątku. A dorobił się go na przemyśle naftowym… Ale wróćmy do początku.

Urodził się w marcu 1822, we wsi Zaduszniki pod zaborem austriackim. Nadano mu imiona Jan Józef Ignacy, znany jednak jest pod tym ostatnim. Przez cztery lata uczęszczał do rzeszowskiego gimnazjum, jednak ze względów finansowych zmuszony był zakończyć naukę, gdy miał lat 14. Trudna rada – żeby odciążyć rodzinę, zmuszony był zacząć pracę. Zaczął więc pracę w aptece jako praktykant.

Pod wieloma względami była to dla niego praca idealna. Z jednej strony pozwoliła mu się utrzymać. Z drugiej – pozwoliła również na kontynuowanie nauki. Wyniesiona ze szkoły znajomość niemieckiego i łaciny pozwoliła mu dokształcać się w dziedzinie chemii i farmacji. W tym czasie zaczął też aktywnie działać na rzecz Towarzystwa Demokratycznego Polskiego, co w końcu doprowadziło do jego aresztowania. W areszcie spędził niemal dwa lata, ale nawet po zwolnieniu miał zakaz opuszczania Lwowa. Do odwołania go doprowadziły na szczęście znajomości jego kolejnego pracodawcy, Piotra Mikolascha, który był – cóż za niespodzianka – aptekarzem. Dzięki jego koneksjom Łukasiewicz mógł też podjąć studia w Krakowie, a następnie w Wiedniu, gdzie został magistrem farmacji.

Można by spytać – dlaczego jego życie tak bardzo kręciło się wokół aptek? Ponieważ zafascynowała go chemia. Natomiast praca w aptece była świetną okazją, żeby zarabiając pieniądze jednocześnie pogłębić swoją wiedzę w tym temacie. No więc dlaczego zdecydował się na studia farmaceutyczne? Ponieważ tam miał szansę nauczyć się więcej na temat swojej pasji: ropy naftowej.

Jak rozpracować ropę naftową

Widzicie, wprawdzie ciecz ta była znana już od czasów starożytnych, nie przedstawiała jednak większej wartości dla chemika czy inżyniera. Owszem, można ją było podpalić, ale paliła się bardzo mocno kopcącym płomieniem, wydzielając przy tym nader nieprzyjemny zapach. Zastosowanie znajdowała tylko w farmacji. Bywała wykorzystywana w formie okładów do leczenia ran, czasem wykorzystywano ją również do produkcji kosmetyków. I dlatego też uczono o niej na farmacji, a nie na chemii. Natomiast Łukasiewicz widział w ropie duży potencjał i miał ambicje, żeby go uwolnić. Żeby to wykonać, musiał osiągnąć dwa cele: oczyścić interesujące go składniki ropy oraz opracować konkretny sposób ich wykorzystania. I tym właśnie zajął się w aptece Mikolascha, gdy powrócił do niej po ukończonych studiach.

Mikolasch sam był zainteresowany rozdziałem ropy, ponieważ – jako farmaceuta – widział szansę na zastosowanie jej składników w lecznictwie. Po pewnym czasie jednak stracił zapał do tej pracy, bowiem zorientował się, że raczej nie zrobi kariery na leczeniu ludzi naftą czy innym mazutem1Mazut to ciężki olej, wykorzystywany na przykład do napędzania statków. Ale Łukasiewicz swoje badania, prowadzone razem z drugim pomocnikiem aptekarza, kontynuował. I w końcu przyniosły mu sukces.

Co siedzi w ropie

Widzicie, z ropą naftową jest taki problem, że jest to bardzo, bardzo złożona mieszanina, składająca się z wielu różnych składników. Różnych, ale często podobnych do siebie nawzajem. Część z nich byłaby idealna jako paliwo. Część składników natomiast sprawiłaby, że całość może się zapalić, wydzielając bardzo nieprzyjemny zapach. A tego typu mieszaniny rozdziela się trudno.

Jak najprościej wyodrębnić dane składniki z mieszaniny cieczy? Poprzez tak zwaną destylację. W uproszczeniu: mieszaninę podgrzewa się do wrzenia, a opary chłodzi się tak, żeby skraplająca się ciecz kapała do innego naczynia. Jeśli składniki mieszaniny mocno różnią się temperaturą wrzenia, można w ten sposób uzyskać dość czyste substancje. Ale w przypadku ropy sprawa nie jest taka prosta. 2Tam różnica temperatur pomiędzy kolejnymi składnikami jest bardzo niewielka..

By mieć szansę na powodzenie, Łukasiewicz postawił na metodę znaną jako destylacja frakcyjna. Różnica polega na tym, że opary nad wrzącą cieczą są wielokrotnie skraplane i odparowywane ponownie. To sprawia, że składniki mieszaniny się lepiej rozdzielają 3choć z drugiej strony sprawia to też, że cała destylacja trwa dłużej i pochłania więcej energii. Ale przy wszystkich swoich wadach – metoda opracowana przez Łukasiewicza, bazująca na wykorzystaniu destylacji frakcyjnej, a później rafinacji przy pomocy kwasu siarkowego, pozwoliła na wydzielenie z ropy czystej nafty.

Wspaniała nafta

Warto przy tym pamiętać, że pojęcie “czysta nafta” nie oznacza bynajmniej jednego związku chemicznego – to wciąż jest mieszanina węglowodorów. Czysta nafta oznacza jednak, że udało się pozbyć z niej wielu substancji niekorzystnie wpływającej na jej właściwości. Dziś nafta kojarzy się głównie z paliwem lotniczym. Spalając się, dostarcza dużo energii, jest przy tym dość stabilna – żeby w ogóle ją zapalić, trzeba ją najpierw podgrzać do temperatury powyżej 37℃. Jednak w czasach Łukasiewicza inna właściwość nafty była szczególnie cenna: nafta pali się bardzo jasnym płomieniem.

Poza metodą uzyskiwania nafty z ropy, Łukasiewicz opracował bowiem również lampę naftową4Było to konieczne, ponieważ próba wykorzystania nafty w lampie olejowej prowadziła do wybuchu. I te dwa wynalazki razem przyniosły mu sławę – i duże pieniądze. A zaczęło się od tego, że w lokalnym szpitalu pojawiła się potrzeba wykonania ratującej życie operacji w nocy: pacjent nie dożyłby świtu. Posłano więc po Łukasiewicza i poproszono o pomoc. On zaś dostarczył do szpitala lampę swojego projektu wraz z paliwem. Podobno świeciła z mocą piętnastu świec, co pozwoliło chirurgom bez problemu przeprowadzić zabieg. W związku z tym szpital zakupił od wynalazcy kilka lamp oraz zapas nafty. A dzień 31 lipca 1853, kiedy miała miejsce pamiętna operacja, jest uznawany za symboliczną datę narodzin przemysłu naftowego.

Lepsza, niż Rockefellera

Po tym sukcesie Łukasiewicz przeniósł się do Gorlic, gdzie niebawem lampy jego konstrukcji zaczęły rozświetlać ulice. I krok po kroku zaczęło w tamtej okolicy powstawać zagłębie naftowe. W Bóbrce powstała pierwsza na świecie kopalnia ropy. W Klęczanach – rafineria. Później sam Łukasiewicz wydzierżawił aptekę w Jaśle. Niewiele brakowało, a spaliłby ją razem z solidnym kawałkiem miasta, gdy któryś kolejny eksperyment z ropą wymknął się spod kontroli5A na domiar złego entuzjastyczni gasiciele nie zorientowali się, że płonącej nafty nie wolno gasić wodą – i jak nie wybuchło….

Nasze zagłębie naftowe było wtedy “czymś”, i to na skalę światową, dzięki zdolnościom Łukasiewicza. Nawet słynny Rockefeller zorientował się, że Łukasiewicz uzyskuje naftę dużo czystszą, niż jego firma jest w stanie wyprodukować – i wysłał do niego swoich ludzi, gotowy odkupić patent za duże pieniądze. A tymczasem nasz wynalazca patentu nie sprzedał – tylko oddał za darmo. Poprosił tylko, żeby Rockefeller wziął przykład z niego samego i tak jak on, zyski z ropy przeznaczył na poprawę życia innych.

A trzeba przyznać, że sam to właśnie robił. Z jednej strony, wciąż aktywny politycznie, finansował powstanie styczniowe. Z drugiej – inwestował w infrastrukturę: drogi, mosty, szpitale… Walczył z biedą, fundował kościoły, zakładał uzdrowiska – naprawdę starał się pomóc innym. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że zdarzyło mu się nie być bezinteresownym, również w stosunku do najbliższej rodziny. Ciekawa jest historia jego małżeństwa.

Dziedzictwo

Siostra Ignacego chciała wyjść za mąż za mężczyznę z “wyższych sfer”. Jednak brakowało jej pieniędzy na posag. Nas bohater zgodził się więc zrzec swojej części spadku po rodzicach – ale postawił warunek: jeśli jego siostrze urodzi się córka, on dostanie ją za żonę. Trochę jak w bajce o Rumpelsztyku… Tyle, że to było naprawdę. I tak oto Ignacy ożenił się ze swoją, o piętnaście lat młodszą, siostrzenicą. Ponoć małżeństwo było zgodne i szczęśliwe… Szkoda tylko, że mąż nie nauczył żony, jak należy zarządzać pokaźnym majątkiem, który dzięki jego pracy zgromadzili.

Ignacy Łukasiewicz zmarł w styczniu 1882 na zapalenie płuc. Niestety wdowa nieumiejętnie zarządzała odziedziczonym majątkiem i pozwalała też się wykorzystywać rozmaitym naciągaczom. Skutkiem tego zmarła w nędzy, w przytułku dla bezdomnych. Tak też dziedzictwo materialne Łukasiewicza uległo zaprzepaszczeniu. Ale na szczęście nie dziedzictwo naukowe i techniczne.

Metody stosowane przez Łukasiewicza przez długi czas były podstawą rafinacji ropy naftowej. Zbudowana przez niego infrastruktura ułatwiła życie wielu ludzi. Lampy jego projektu rozświetlały wiele ulic, domów, i instytucji, co przyniosło czasem niespodziewane efekty. Nie wszyscy wiedzą, że rozwój oświetlenia naftowego przyczynił się także do… schyłku wielorybnictwa. Tak, dokładnie. Skoro olej nie był już konieczny do oświetlania pomieszczeń, drastycznie spadło zapotrzebowanie na tłuszcz wielorybów. A gdy brak popytu, podaż się dostosowuje… Więc ten motyl machający skrzydłami na Podkarpaciu przyczynił się – poza poprawą losu wielu ludzi – również do uratowania wielu wielorybów!

Źródła:

https://www.ejournals.eu/pliki/art/3421/

https://www.sciencedirect.com/topics/engineering/crude-oil-distillation

https://historia.org.pl/2016/05/24/ignacy-lukasiewicz-tworca-przemyslu-naftowego/

Historia bez Cenzury


Zainteresowało Cię to, co czytasz? Chcesz wiedzieć więcej? Śledź nas na Facebooku, i – pozwól, że wyjaśnię!



0 0 votes
Oceń artykuł
Powiadom mnie!
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments