Okładka książki "Wirus. Jak przewidziano pandemię"

Wirus. Jak przewidziano pandemię – recenzja książki

Czas czytania w minutach: 3

Ciężka jest dola naukowca, pracującego w tak “wrażliwych” dziedzinach jak zdrowie publiczne, sejsmologia i temu podobne. Tam, gdzie jakość jego prognoz może mieć duży wpływ na zdrowie i życie milionów, a nawet miliardów ludzi. Jeśli naukowiec nic nie przewidzi, i faktycznie nic się nie stanie, to jest darmozjadem. Jeśli czegoś nie przewidzi, a to się stanie – jest niekompetentny. Jeśli coś przewidzi, ale to się nie stanie – jest panikarzem. I wreszcie jeśli coś przewidzi, i to się rzeczywiście wydarzy – to jest w spisku i sam to zorganizował. Przypuszczam, że autorzy książki “Wirus. Jak przewidziano pandemię” byli przez wielu polityków zaliczani do przedostatniej grupy jeszcze w 2017 roku. Właśnie wtedy ich dzieło ukazało się w Stanach pod tytułem “Deadliest Enemy: Our War Against Killer Germs”. Teraz, gdy drugie wydanie książki pojawiło się w polskim tłumaczeniu, pewnie niejeden klasyfikuje ich do grupy ostatniej – no bo jak mogli przewidzieć?

Jak przewidzieć pandemię?

I właśnie ta pozycja odpowiada na powyższe pytanie. Jest to wspólne dzieło Michaela Osterholma i Marka Olshakera. Pierwszy autor jest amerykańskim epidemiologiem, od wielu lat zaangażowanym w badania nad chorobami zakaźnymi i bioterroryzmem. Ten drugi – pisarzem, który zbudował swoją renomę między innymi na książkach dotyczących psychologii kryminalistycznej, pisanych wspólnie z agentem FBI. Tym razem, zamiast zajmować się zrozumieniem przestępców, panowie zabrali się za próbę zrozumienia dużo większego zagrożenia dla naszej cywilizacji: chorób zakaźnych.

Niestety, wnioski płynące z lektury są dość przygnębiające. Jako kraje i społeczeństwa – nie odrobiliśmy lekcji z przeszłości. Książka na wielu przykładach opisuje, jak choroby zakaźne mogą wpływać na społeczeństwo, oraz co możemy zrobić, żeby ten wpływ zmniejszyć. Warto dodać, że nie skupia się na aspektach stricte biologicznych. To nie jest podręcznik wirusologii, a do jego zrozumienia nie potrzeba zaawansowanej znajomości biologii molekularnej. Nie dowiecie się więc z niej, jakie białka biorą udział w zakażeniu zarodźcem malarii. Zamiast tego dowiecie się, jak rozprzestrzenianie się tej choroby wpływa na rozwój społeczny i gospodarczy krajów międzyzwrotnikowych. I odwrotnie, w jaki sposób zmiany klimatu sprawiają, że coraz więcej ludzi żyje w strefie endemicznego występowania malarii.

Przepis na pandemię

Dowiecie się też, jak na występowanie i rozprzestrzenianie chorób wpływa zwiększone spożycie mięsa czy szybkość podróży międzynarodowych. Poczytacie o tym, dlaczego szczepienia są lepsze od lekarstw. Będzie też trochę o tym, w jaki sposób lekarze i naukowcy są w stanie podejmować decyzje dotyczące nowych chorób, mając do dyspozycji bardzo ograniczone dane. A co najważniejsze: dowiecie się, że już od dawna było wiadomo, że prędzej czy później przyjdzie pandemia. I że specjaliści od dawna mówili, co należy zrobić, żeby zmniejszyć jej skutki.

Niestety, politycy myślący w kategoriach najbliższej kadencji, i do tego zapatrzeni w słupki sondażowe, nie byli tym zainteresowani. Zwłaszcza że ta mityczna pandemia, zapowiadana przez naukowców, nie nadchodziła. SARS? Rozszedł się po kościach. MERS? Podobnie. Ebola? No dobrze, większa skala, ale tylko w krajach mniej rozwiniętych. A tłumaczenie, że pandemia to coś, co na pewno się kiedyś zdarzy, po prostu nie wiadomo kiedy? E tam, panikarstwo… W końcu co oni tam wiedzą?

No i się doczekaliśmy, pandemia przyszła. I wiele z prognoz się spełniło. Szczęśliwie COVID jest stosunkowo mało śmiertelny, ale i tak przemodelował nasze życie w znacznym stopniu. A z książki dowiecie się o… szeregu innych chorób z potencjałem pandemicznym, które czekają za rogiem. Czy wyciągniemy wnioski z aktualnej sytuacji i zaczniemy wprowadzać w życie pewne zmiany, sugerowane już dawno? Chciałbym wierzyć, że tak, ale nie przychodzi mi to łatwo. Autorom – chyba też nie.

Podejdźmy do sprawy realistycznie

Książkę “Wirus. Jak przewidziano pandemię” przeczytać warto, choć nie jest pozbawiona wad. Jedną z nich jest na pewno głębokie przekonanie autorów o mesjańskiej niemal roli Stanów Zjednoczonych. Autorzy regularnie powtarzają w niej, że tylko USA będą chętne i gotowe podjąć się i pokierować większym wysiłkiem w dziedzinie zdrowia publicznego. Jak potrafi wyglądać zarządzanie zdrowiem publicznym przez Amerykanów w czasach pandemii – dobitnie pokazały ostatnie lata… Tym niemniej jednak książkę polecam, choć z jednym zastrzeżeniem. Nie jest to optymistyczna lektura, obliczona na wywołanie u czytelnika komfortu i dobrego samopoczucia. Autorzy nie chcieli także wywołać nią strachu i przerażenia, ale trudno pisać realistycznie o epidemiach i terroryzmie bez wywołania przynajmniej lekkiego dyskomfortu u czytelnika. Jeśli jesteście na to gotowi – zachęcam do lektury.



Jeśli zachęciła Cię nasza recenzja i chcesz kupić książkę, a przy tym wspomóc naszego bloga, skorzystaj z oferty naszego partnera:

Zainteresowało Cię to, co czytasz? Chcesz wiedzieć więcej? Śledź nas na Facebooku, i – pozwól, że wyjaśnię!



0 0 votes
Oceń artykuł
Powiadom mnie!
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments

[…] przybijają: o zagrożeniach płynących z technologii, o zmianach klimatycznych, czy wreszcie o chorobach, mogących drastycznie wpłynąć na nasze życie. Jak sam tytuł wskazuje, Zaraza Davida Quammena […]

[…] już pewnie wiecie po pandemii COVID-19, epidemie i pandemie towarzyszą ludzkości od zarania dziejów. Zupełnie normalne jest, że co kilkadziesiąt lat przez świat przetacza się kolejna. Ostatnie […]