Po perturbacjach zdrowotnych, które zaowocowały przepisem na perpetuum mobile (nie próbujcie tego w domu!) doszliśmy już do siebie i wracamy na standardowe tory. W związku z tym dziś – recenzja książki “To jakiś kosmos! Przygodonauci i układ słoneczny”, której autorem jest Kuba Hajkuś. Książkę do recenzji przesłało nam wydawnictwo Helion – dziękujemy! A już za kilka dni, poza naszym standardowym grafikiem publikowania postów – wywiad z autorem!
Kosmos dla dzieci i rodziców
Już pierwszy rzut oka na okładkę pokazuje, że mamy do czynienia z pozycją dla młodszych czytelników. Książka jest zilustrowana w bardzo przyjemnym dla oka stylu. Co istotne, choć ilustracje są dla dzieci, to nie są dziecinne. Bardzo dobrze jednak wprowadzają czytelnika w świat książki i pokazują jej głównych bohaterów – dziesięciolatków, Adama Sikorę i Karola Plutonowskiego.
Światy właściwie są dwa, ponieważ część akcji rozgrywa się w dobrze nam znanych realiach – początek XXI wieku na Ziemi – a część w odległej przyszłości, w której nasza rasa skolonizowała już Marsa. W pewnym momencie na skutek zbiegu okoliczności te dwa światy się spotykają i… Zaczyna się przygoda, która zabierze bohaterów w różne interesujące miejsca naszego Układu Słonecznego.
Tak, jak na książki, które zwykle recenzujemy, “To jakiś kosmos” jest pozycją nietypową. Stanowi połączenie literatury fabularnej i popularnonaukowej. Zachowując wszystkie proporcje, powiedziałbym, że tak się ma do innych książek o Kosmosie, które tu już opisywaliśmy, jak “Najdłuższy dzień” do standardowych książek historycznych. I bardzo dobrze – dzięki temu najmłodsi czytelnicy z zainteresowaniem śledzą fabułę, a wiedzę chłoną przy okazji. Wiem, bo sam testowałem na dzieciach.
A wiedzy do wchłonięcia jest dużo. Czytelnik dowie się sporo o planetach układu słonecznego i innych ciekawych jego miejscach, ale pozna też choćby podstawy mechaniki orbitalnej. Czyli, krótko mówiąc, dlaczego w ogóle statek kosmiczny zostaje na orbicie. Co ważne, tam gdzie to tylko możliwe, autor proponuje proste eksperymenty, ilustrujące skomplikowane koncepcje. To może się przydać nawet starszym czytelnikom. Chcesz dobrze zrozumieć, jak działają fazy Księżyca? Nic prostszego, wystarczy piłka i latarka.
Książka jest napisana lekkim stylem, a że nie jest zbyt długa, to spokojnie można ją przeczytać w jeden wieczór. Z drugiej strony łatwo też ją podzielić na kawałki, żeby nie zmęczyć młodszych pasjonatów kosmosu. Ale tak starsi, jak i młodsi z pewnością wyniosą z niej coś ciekawego. Zdecydowanie polecam zapoznać się z Przygodonautami… I mam nadzieję, że to nie jest ostatnie z nimi spotkanie. W każdym razie debiut Autora zdecydowanie zaliczamy do bardzo udanych!
Jeśli zainteresowała Cię książka i chcesz ją kupić, skorzystaj z oferty poniżej, a wesprzesz naszego bloga:
Zainteresowało Cię to, co czytasz? Chcesz wiedzieć więcej? Śledź nas na Facebooku, i – pozwól, że wyjaśnię!
[…] To jakiś kosmos! Przygodonauci i układ słoneczny – recenzja książki […]