Czego o minionych czasach możemy dowiedzieć się, patrząc na istoty, które dziś żyją na Ziemi? Jakie opowieści o świecie przeszłości możemy wyczytać, studiując dzisiejszy genom? Dziś dzięki uprzejmości wydawnictwa Helion możemy dowiedzieć się właśnie tego. Przed wami recenzja książki „Genetyczna księga umarłych”, pióra Richarda Dawkinsa.
Historia w genach zapisana
Autor, brytyjski biolog ewolucyjny, w swojej działalności naukowej i popularyzatorskiej znany jest najbardziej z nowatorskiego spojrzenia na rolę genów. To nie gatunek i nie organizm dostosowuje się do środowiska tak, żeby odnieść sukces reprodukcyjny i przekazać swoje geny dalej. To geny są w centrum i próbują same siebie dalej przekazać; organizm to tylko wehikuł potrzebny genowi, żeby przetrwać. Ale geny ulegają zmianom powoli. Nie jest więc niczym dziwnym stwierdzenie, że geny, które dziś wpływają na wygląd i funkcjonowanie konkretnego organizmu, niosą w sobie dziedzictwo minionych pokoleń. A co za tym idzie, wiele z cech1Czasem dziwnych i nieintuicyjnych dzisiejszych organizmów jest świadectwem warunków, w których organizm się rozwijał. Tak jak paski tygrysa mówią o tym, że gatunek ten dopasował się do miejsca pełnego drzew i innych źródeł pionowych cieni, z kolei gładzica żyje blisko kamienistego dna morskiego.
Ale to nie wszystko. Jak pewnie pamiętacie z lekcji szkolnych, jest różnica pomiędzy genotypem a fenotypem. Ten pierwszy to zapis instrukcji, jak organizm powinien być zbudowany. Można powiedzieć, że wyznacza on potencjał tego organizmu. Ale ten drugi określa, ile tego potencjału będzie zrealizowane w warunkach, w jakich przyszło mu żyć – na przykład dziecko niedożywione nie osiągnie nigdy maksymalnego wzrostu zapisanego w genotypie. Ale w książce, o której dziś mowa, autor wspomina o fenotypie rozszerzonym2Z resztą książkę o tym tytule Dawkins również kiedyś opublikował. Pod tym pojęciem kryje się cały wpływ organizmu – a więc, zdaniem Dawkinsa, genów – na środowisko. Słowik śpiewem przywabił samicę? Fenotyp rozszerzony. Bóbr zbudował tamę? Fenotyp rozszerzony. Można by sobie postawić pytanie, czy aby globalne ocieplenie nie jest fenotypem rozszerzonym człowieka… Ale to już jest temat na osobna dyskusję.
Tej autor w swojej książce nie podejmuje, ale bardzo przekonująco broni swojego poglądu dotyczącego podstawowej roli genów. Książka z jednej strony odsłania błyskotliwą inteligencję i olbrzymią wiedzę Dawkinsa. Z drugiej zaś nie przytłacza odbiorcy. Jeśli przyjąć za prawdziwy cytat przypisywany Einsteinowi, postulujący że „jeśli nie potrafisz wyjaśnić wyników swoich badań licealiści to znaczy, że sam ich do końca nie rozumiesz”, to Dawkins biologię ewolucyjną rozumie doskonale. Co ważne, w tej recenzji nie znajdziecie rytualnego czepiania się braku grafiki. Jest ona opatrzona bardzo przydatnymi ilustracjami autorstwa Jany Lenzowej3Prywatnie czwartej żony Dawkinsa. I całe szczęście, ponieważ w tej książce nie ma suchych rozważań teoretycznych. Wszystko, o czym autor pisze, opiera się na przykładach. A wiele z tych przykładów to zwierzęta, o których przeczytałem pierwszy raz w życiu. A nawet jeśli mowa o gatunku akurat czytelnikowi znanym, to niejednokrotnie dyskusja dotyczy niewielkich różnic pomiędzy poszczególnymi podgrupami osobników tego gatunku.
Nie macie się jednak czego obawiać, bo wszystkie istotne różnice zobaczycie na ilustracjach. Dzięki temu książka „wchodzi” naprawdę łatwo, jest pod tym względem bardzo przystępna. Warto jednak dać jej czas i porządnie przetrawić prezentowane idee, zwłaszcza jeśli się z nimi wcześniej nie zetknęliście. A im dalej w las, tym nowatorskich idei jest więcej. Gen jako podstawa wszystkiego jest u Dawkinsa oczywisty. Teza jakoby geny ewoluowały przez dopasowanie się nie tyle do środowiska zewnętrznego, co do innych genów, z którymi często występują wymaga już głębszego przemyślenia. A paralele pomiędzy genami a wirusami zwieńczone konkluzją, że być może genom należy traktować jako zbiór trzymających się razem wirusów wędrujących z pokolenia na pokolenie… Zmienia cały paradygmat.
Czy zgadzam się we wszystkim z Dawkinsem? Nie, to przesada. Choć nie jestem biologiem ewolucyjnym to uważam, że w niektórych swoich dywagacjach posuwa się on zbyt daleko. Niewątpliwie jednak jest to książka, która zmusza do przemyślenia własnego poglądu na temat ewolucji, a także znaczenia jednostki w kontekście szerokiego świata. Polecam zdecydowanie.
Jeśli zainteresowała Cię książka i chcesz ją kupić, skorzystaj z oferty poniżej, a wesprzesz naszego bloga:
Zainteresowało Cię to, co czytasz? Chcesz wiedzieć więcej? Śledź nas na Facebooku, i – pozwól, że wyjaśnię!
Bardzo ciekawa recenzja! Dawkins zawsze potrafi nieźle namieszać w głowie. Koncepcja „fenotypu rozszerzonego” i te tamy bobrów jako część ich genetycznego dziedzictwa totalnie do mnie trafiają. Nigdy nie patrzyłem na ewolucję jak na „księgę umarłych” zapisaną w nas samych – to zmienia sposób, w jaki patrzę na zwierzęta w lesie. Super, że są ilustracje, bo przy takich abstrakcyjnych tematach łatwo się pogubić. Chyba dopiszę tę książkę do listy prezentów pod choinkę!
Świetnie! Bardzo się cieszymy, że się spodobało i zachęcamy do zapoznania się z książką!