Kiedy życie nie daje ci cytryn, zrób je sam – o poprawianiu natury

Czas czytania w minutach: 6

Choć jest środek wyjątkowo mroźnej, jak na ostatnie czasy, zimy1W Polsce – globalnie znów jesteśmy blisko rekordów temperatury, to pomyślcie przez chwilę o lecie. Długie, ciepłe, słoneczne dni. Wakacje, urlop, odpoczynek. Wizyta na lokalnym targu, a tam stoły uginające się pod ciężarem pięknych owoców i warzyw. Siła natury w akcji! STOP! Czy to aby na pewno natura? Pozwól, że wyjaśnię!

Udomowione rośliny

O udomowieniu zwierząt każdy chyba słyszał. Wiemy, że nasz domowy pies ma sporo wspólnego z wilkiem, nawet jeśli na to wcale nie wygląda. Z kolei krowy są spokrewnione z bizonami, a świnie z dzikami. Tutaj “na oko” podobieństwo jest już zdecydowanie większe, ale mimo to wyraźnie widać różnice. Każdy chyba wie, że zwierzęta podlegają selektywnej hodowli tak, żeby jak najlepiej pasowały do zadań, które przed nimi stawiamy. Kury nioski mają znosić dużo jajek, mleczne krowy dawać dużo mleka i tak dalej, i tak dalej.

W przypadku roślin również mówimy o selektywnej hodowli. Staramy się tak dobierać uprawy, żeby rośliny miały jak najwięcej walorów, na których nam zależy. W końcu zasady są takie same, a pod wieloma względami praca z roślinami jest wręcz łatwiejsza, niż ze zwierzętami. Geny i dziedziczenie tychże funkcjonują tak samo w przypadku roślin, jak i zwierząt. Ale wydaje mi się, że trochę mniej się mówi o tym, jak bardzo te rośliny się zmieniły od momentu, gdy ludzie zaczęli z nimi pracować. Można wręcz powiedzieć, że udomowiliśmy szereg warzyw i owoców. A byliśmy przy tym tak skuteczni, że “dzikie” wersje, nawet jeśli występują, to nie są nawet szczególnie znane.

Jak bardzo zmieniły się owoce i warzywa?

Jesteśmy przyzwyczajeni do owoców i warzyw takich, jakimi je widzimy na co dzień. Nie uległy one jakimś drastycznym zmianom w ciągu naszego życia. Ale wiemy, że niektóre bardzo mocno się zmieniły nieco wcześniej. Jak bardzo “nieco”? Cofnijmy się w czasie o jakieś 400 lat. Jak? Bardzo prosto: patrząc na… malarstwo. Niektóre dawne obrazy przedstawiające martwą naturę pokazują, wśród całego bogactwa owoców, również arbuza. Czasem rozkrojonego. I cóż wtedy widzimy? To widok zupełnie inny, niż po przekrojeniu dzisiejszego arbuza. Miąższu jest dużo mniej, często jest bardziej “posegmentowany”. Z kolei skórka jest zdecydowanie grubsza. Możemy się również domyślać – choć to pozostaje domysłem – że i poziom słodkości, czy soczystości tego owocu odstawał nieco od naszych standardów.

Giovanni Stanchi, “Arbuzy, brzoskwinie, gruszki i inne owoce w krajobrazie” (1645–72), olej na płótnie

Podobnie wyglądała sytuacja z kukurydzą. Została udomowiona między 7 a 9 tysięcy lat temu – a jej przodkiem ma być roślina zwana teosinte. Rośnie ona do dziś głównie na terenie Meksyku. A wygląda… jak trawa. Z kłosem na górze. Oryginalnie kukurydza była zdecydowanie bardziej gorzka i twarda. To lata selektywnej hodowli przemieniły ją w źródło tych słodkich żółtych kulek, które możemy uprażyć, żeby dostać popkorn2Cytując niezapomnianego Terry’ego Pratchetta: jeśli dodać do niego masło i trochę soli, to smakuje jak solone masło!. Swój udział miały tutaj niewątpliwie losowe mutacje, jak też i bardziej lub mniej zamierzone krzyżówki pomiędzy różnymi gatunkami roślin… Ale ostatecznie to człowiek dokonywał wyboru, które konkretnie okazy danej rośliny przeznaczyć na dalszy wysiew. I tak, przez kolejne iteracje, utrwalaliśmy te spontaniczne mutacje, aż w końcu uzyskaliśmy to, co dziś znamy jako kukurydzę, która jest podstawowym produktem żywnościowym dla przeszło miliarda ludzi.

Jeden z rodzajów teosinte – Zea diploperennis

Banany z pestkami

A skoro jesteśmy już przy sianiu i nasionach roślin: kiedy ostatnio jedliście banana? Pamiętacie, jak musieliście wypluwać pestki? Nie? No właśnie, ja też nie. Bo też i pestek w bananie nie ma. Dodałbym: już ich tam nie ma. I znów – my to zrobiliśmy. Bo trzeba Wam wiedzieć, że banany kiedyś miały pestki: duże, czarne i bardzo twarde. To rzecz jasna utrudniało konsumpcję. Dziś te czarne, czy przynajmniej ciemnobrązowe fragmenty wnętrza banana to właśnie pozostałości po nierozwijających się pestkach. Nawet ich nie czuć, ale jeszcze widać. A brak pestek związany jest z tym, że banany, zamiast tak jak większość eukariotów, mieć dwie kopie każdego chromosomu, mają trzy. Przy okazji oznacza to też, że banany wydają owoce bez zapylania, co znacząco ułatwia ich uprawę…

Wnętrze dzikiego banana

Ale skąd się właściwie biorą banany, skoro nie mamy nasion, żeby wysiać nowe? Rozmnaża się je, korzystając z odrostów korzeniowych. Te, po oddzieleniu od macierzystej rośliny, rozrosną się w nowego bananowca. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie jeden problem: wszystkie banany jednej odmiany są swoimi klonami, identycznymi genetycznie3Oczywiście z dokładnością do losowych mutacji. A dlaczego to jest problemem? Bo identyczność genetyczna oznacza taką samą podatność na wszelkie patogeny. Innymi słowy: jeśli pojawi się jakiś grzyb czy inny wirus szkodzący bananowcom, to nie mamy co liczyć na to, że część z nich sobie poradzi. Albo my go w całości zlikwidujemy, albo on zniszczy całą naszą plantację. A w walce z takimi organizmami to one mają przewagę – właśnie ze względu na swoją różnorodność i względną łatwość dostosowywania się do okoliczności. Zainteresowanych tematem odsyłam do naszego artykułu o antybiotykoodporności.

Fioletowa marchewka

Warto też wspomnieć o marchewce, w której dzisiejszy wygląd miała się zaangażować… polityka. Bo widzicie, marchew zaczynała swoją karierę jako korzonek. Ot taki niezbyt duży, cienki, rozgałęziony korzonek o dość intensywnym smaku. Udomowiona tysiące lat temu w Azji Mniejszej, czyli na terenie dzisiejszej Turcji i Bliskiego Wschodu, miała najczęściej kolor biały lub fioletowy. Dziś marchew takiego koloru można znaleźć – choć zdecydowanie dominuje ta pomarańczowa. A żadna z nich nie jest chuda i rozgałęziona.

Jeśli chodzi o kształt i wielkość, to już pierwsze kilka tysięcy lat selektywnej uprawy pozwoliło na poprawienie tych parametrów. Ale kolor, z którego ją głównie znamy, rozpowszechnił się kilkaset lat temu, gdy Niderlandy wyzwalały się spod władzy Hiszpanii. A istotny udział w tym miał Wilhelm III Orański. On za kolor swojego rodu przybrał pomarańczowy – prawdopodobnie korzystając z tego, że jego nazwisko i nazwa koloru w jego ojczystym języku brzmią bardzo podobnie. Później na jego cześć holenderscy farmerzy mieli wyhodować i rozpowszechnić pomarańczową marchewkę. To piękna historia, ale niestety prawdopodobnie nieprawdziwa.

Historycy twierdzą, że zbieżność czasowa jest raczej przypadkowa. Po prostu był to czas, kiedy ta odmiana marchwi pojawiła się w Holandii i przyjęła się bardzo dobrze. Rosła lepiej niż inne, wydajność z hektara była wyższa – a do tego nie traciła koloru tak łatwo, a więc nie barwiła całej potrawki na pomarańczowo. Dlatego właśnie to głównie pomarańczową odmianę Holendrzy spopularyzowali w innych krajach europejskich. A że do dziś kolorem narodowym Niderlandów jest pomarańczowy, to już kwestia niezależna.

Krewni kapusty

Ciekawym przypadkiem jest kapusta warzywna, brassica oleracea. W stanie dzikim – niepozorna. Ale selektywne uprawy pozwoliły “wyciągnąć” z niej całe bogactwo odmian o szerokich zastosowaniach kulinarnych. Na przykład selekcja skupiająca się na dużych, mięsistych liściach doprowadziła do powstania “zwykłej” kapusty, a ta skupiająca się na małych główkach wyrastających wzdłuż łodygi – do powstania brukselki4Która stanowi absolutną abominację kulinarną na równi z lukrecją i nie zapraszam do dyskusji. Ale odmian jest więcej! Tą samą rośliną, tylko selekcjonowaną ze względu na bulwę jest kalarepa. Zwracając większą uwagę na liście, dostaliśmy jarmuż. Rośliny dające największe kwiaty? Brokuł. A wiele połączonych mniejszych kwiatów? Kalafior. Tak, wszystkie te rośliny, choć inaczej wyglądają i odmiennie smakują, nie stanowią osobnych gatunków. To są różne odmiany tego samego gatunku – czyli spokrewnione ze sobą bliżej, niż wiśnia z czereśnią, będących dwoma gatunkami w obrębie tego samego rodzaju.

A czy znacie się z bakłażanem, po polsku zwanym również oberżyną? Być może słyszeliście kiedyś jego angielską (amerykańską) nazwę: eggplant. Być może, wzorem Obelixa, przeszło Wam przez głowę “ale głupi ci Amerykanie”, no ale przyzwyczaić się było trzeba. Okazuje się, że w tym akurat wypadku Amerykanie mieli rację: przed udomowieniem bakłażan faktycznie wyglądał jak roślina, na której rosną jajka!

Kiedy życie daje Ci cytryny

A skoro już mówimy o języku angielskim – występuje w nim piękne powiedzenie: jeśli życie daje Ci cytryny, rób lemoniadę. Ale… Co jeśli życie nie daje Ci cytryn? No cóż, zrób je sobie sam! I tak też ludzkość uczyniła. Bo cytryny takie, jakimi je znamy, również nie są dziełem natury. Człowiek miał tu nawet większy wkład niż w innych opisanych wcześniej przypadkach, może za wyjątkiem kukurydzy. Bo cytryna okazuje się być krzyżówką. Człowiek celowo skrzyżował gorzką pomarańczę z cytronem. Owoce tego ostatniego z zewnątrz przypominają cytryny, choć są bardziej pomarszczone. W środku jednak miąższu jest dużo mniej, a skórka zajmuje ponad dwie trzecie owocu.

Widzicie więc, że człowiek ma bardzo mocno ugruntowaną tendencję do poprawiania natury. Wiele innych owoców i warzyw również jest wynikiem naszej interwencji. Ot, na przykład pomidory5Będące owocami! gdzieś tak do 18 wieku były uznawane raczej za ozdobę, niż za artykuł spożywczy – choć to mogło być związane z ich kwasowością, która sprawiała, że wypłukiwały z cynowych naczyń dodawane do nich domieszki ołowiu. Winogrona bezpestkowe? To również nasza sprawka. Ogórki, które można jeść na surowo? Orzeszki ziemne? Także produkt ludzkiego uporu. Jeśli więc życie nie daje Ci owoców czy warzyw, które lubisz – zrób je sobie sam!

Bibliografia

  1. https://www.businessinsider.com/what-foods-looked-like-before-genetic-modification-2016-1?IR=T
  2. https://www.livescience.com/why-are-carrots-orange.html
  3. https://www.sciencedirect.com/science/chapter/edited-volume/abs/pii/B9780128121634000036
  4. https://www.popsci.com/health/why-tomatoes-arent-poisonous
  5. https://fullyhealthy.com/blogs/news/are-lemons-man-made

Zainteresowało Cię to, co czytasz? Chcesz wiedzieć więcej? Śledź nas na Facebooku, i – pozwól, że wyjaśnię!

0 0 votes
Oceń artykuł
Powiadom mnie!
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments