Co nauka robiła w wakacje? Przegląd 2026

Czas czytania w minutach: 5

Witajcie po wakacjach! Przed nami krótkie podsumowanie najbardziej interesujących odkryć – czy po prostu postępów – nauki przez ostatnie kilka miesięcy.

Szczepionką w raka!

Jeden z częściej powtarzanych argumentów antyszczepionkowych mówił o tym, że szczepionki, zwłaszcza te przeciw COVID, muszą być ściemą, bo niby jakim cudem te “preparaty” powstały tak szybko, a szczepienia przeciw rakowi jak nie było – tak nie ma? Oczywiście, można było tłumaczyć szereg różnic pomiędzy rozmaitymi nowotworami a chorobami wywoływanymi przez wirusy – na ogół bezskutecznie. Ale to już nie będzie dłużej konieczne. Wchodzimy w erę szczepień przeciw nowotworom, a w każdym razie wszystko na to wskazuje.

A zaczęło się od szczepienia przeciw czerniakowi. Przy czym nie można powiedzieć, że jest to szczepionka, która chroni nas przed jego pierwszym pojawieniem się. Stosuje się ją już po wycięciu zmian nowotworowych, jako zabezpieczenie przed nawrotem choroby. Jest to zarazem szczepionka personalizowana: dopasowana do konkretnego profilu mutacji obecnych u danego pacjenta. Szczepionka ta pozwala układowi odpornościowemu nauczyć się, które antygeny (obecne na powierzchni komórek konkretnego nowotworu) należy zwalczać. Tym samym ułatwia organizmowi pozbycie się chorych komórek, które mogły gdzieś przetrwać i próbują stworzyć nowe ognisko choroby.

I właśnie opublikowane niedawno dane z badań klinicznych wykazały, że szczepienie zmniejsza szansę na nawrót choroby w ciągu pięciu lat od operacji o około połowę. Oczywiście, na wprowadzenie produktu na rynek jeszcze trochę poczekamy, ale już samo podejście – zapobieganie powrotowi znanego już nowotworu bazujące na jego indywidualnym profilu genetycznym – jest bardzo interesujące i może dać początek całej serii podobnych szczepionek.

Egzo-atmosfera

Biorąc pod uwagę rosnącą popularność tego terminu, prawdopodobnie słyszeliście kiedyś o egzoplanetach. Na wszelki wypadek zastanawiającym się “co to takiego?” wyjaśnię – są to dowolne planety znalezione poza naszym Układem Słonecznym. Znamy ich około sześć i pół tysiąca, a odkrycie pierwszej, które nastąpiło w 1992 roku, zawdzięczamy między innymi naszemu rodakowi, Aleksandrowi Wolszczanowi.

Nie powinno być zaskakującym stwierdzenie, że egzoplanety są trudnym obiektem, jeśli chodzi o obserwacje i szerzej, badanie. Są od nas bardzo daleko, znajdujemy je przy wielokrotnie od nich większych gwiazdach, które do tego świecą bardzo silnie. Oznacza to, że o bezpośrednich obserwacjach możemy praktycznie zapomnieć. O wysłaniu sondy i zbadaniu czegoś na miejscu – tym bardziej.

Dlatego też tak interesujące są opublikowane ostatnio wyniki badań, które po raz pierwszy jednoznacznie udowodniły istnienie atmosfery na skalistej egzoplanecie. Dowodem było ulatnianie się z tej atmosfery helu, i to w ilościach możliwych do wykrycia pomimo dzielącego nas dystansu niemal pięćdziesięciu lat świetlnych.

Trzeba tutaj przypomnieć, że nie mówimy tu o pierwszej atmosferze na egzoplanecie w ogóle – znamy szereg gazowych gigantów, zbliżonych budową do naszego Jowisza. Co jednak istotne, tego typu planety nie są w stanie rozwinąć życia w takiej formie, w jakiej my je rozumiemy. Co innego planeta, o której piszemy tutaj, znana pod nazwą LHS 1140b. Ta skalista egzoplaneta leży w ekosferze swojej gwiazdy, czyli w sferze, w której możliwe jest istnienie na powierzchni wody w stanie ciekłym – a także innych warunków sprzyjających powstawaniu i przetrwaniu życia.

Czy więc jest to miejsce, w którym kiedyś odkryjemy pierwsze życie pozaziemskie? Tego wciaż jeszcze nie wiemy, ale jest to przynajmniej jedno z miejsc, w których warto zacząć szukać!

Całkowite zaćmienie słońca

W sierpniu na fanów astronomii czekała niezwykła gratka: w jeden dzień w Polsce można było zaobserwować częściowe zaćmienie słońca, maksimum roju Perseidów, i przelot Starlinków. Szczególnie ciekawe było zaćmienie. W południowo-zachodniej części kraju tarcza była zasłonięta na ponad 90%. We Wrocławiu na miejskich górkach zgromadziły się tłumy ludzi w okularach astronomicznych, którzy wspólnie obserwowali to zjawisko. Zaćmienie rozpoczęło się kilkadziesiąt minut przed zachodem, więc we wschodniej Polsce maksimum przypadło… już po zajściu słońca za horyzont.

Ale Polska to nie wszystko. Po raz pierwszy od lat w Europie można było obserwować zaćmienie całkowite, i skorzystała z tego Magda. Do wyboru była Hiszpania i Islandia. Ta pierwsza wygrała ceną i… liczbą bezchmurnych dni latem. I słusznie. W Walencji, do której docierają z Wrocławia bezpośrednie loty, pogoda była idealna do obserwacji. Na Islandii, no cóż. Na pewno widzieliście filmy i memy, na których tłumy ludzi przyglądają się chmurom, a na minutę robi się nieco ciemniej.

Tu kilka słów od Magdy, które mogliście już czytać na naszym profilu na Facebooku:

W zeszłym roku obserwowałam zaćmienie częściowe w Polsce w środku dnia i muszę przyznać, że zaćmienie o zachodzie to zupełnie inny komfort oglądania – nie trzeba zadzierać głowy. To bardzo ważne, bo wczorajsze zaćmienie trwało prawie dwie godziny. Pierwszą spędziłam na przyglądaniu się jak księżyc coraz bardziej zasłania słońce. Było trochę fukania na chmury, bo się wredne przypałętały z północy. I szacowanie, czy trzeba będzie się przenosić w inne miejsce, żeby słupy elektryczne nie zasłoniły widoku. Na szczęście wszystko było widać świetnie.

Trudno powiedzieć czy zapadająca coraz większa ciemność była bardziej wynikiem zaćmienia czy zachodu, ale przy ponad 90% zasłonięte tarczy zrobiło się mrocznie jak po zmroku. Sama faza całkowita trwała minutę, ale jaka to była niesamowicie piękna minuta! Przez cały czas obserwowałam słońce przez specjalne okulary z filtrem, ale całkowite zaćmienie można oglądać gołym okiem. Wygląda dokładnie tak, jak w filmach i na zdjęciach: od ciemnego nieba odcina się jaskrawa, lekko nieregularna obrączka korony słonecznej. Absolutnie przepiękny widok. Niebo nie jest idealnie ciemne jak w nocy, ale odcinają się od niego najjaśniejsze punkty (wczoraj był to Jowisz, który znajdował się bardzo blisko słońca).

Najciekawsze było jednak to, co działo się dookoła. Północna cześć nieba i okoliczne góry, w których faza całkowita już się skończyła, były lekko podświetlone, ale na południu, w stronę miasta, było jeszcze całkiem ciemno. Po minucie faza całkowita się skończyła i słońce znowu świeciło oślepiająco jasno. Za to kilkanaście minut później czekał nas deser: zaćmienie było nadal bardzo duże, ale słońce znajdowało się tuż przy horyzoncie. Można było gołym okiem obserwować zachodzące zaćmione słońce! Hiszpania ma ogromne szczęście, bo było to pierwsze z serii zaćmień. Kolejne za niecały rok, na południu (pas przejdzie też przez północną część Afryki), a w 2028 będzie można obserwować zaćmienie obrączkowe. Czy wybieram się na ich obserwacje. Jeszcze 24 godziny temu myślałam, że nie. Teraz już nie jestem taka pewna.

Roman w poszukiwaniu ciemnej materii

Pod koniec sierpnia w kosmos wystartował całkiem nowy teleskop NASA o nazwie Nancy Grace Roman Space Telescope. Posiada zwierciadło tej samej wielkości, co nieodżałowany Teleskop Hubble, jednak jego przewagą jest… aż 100 razy większe pole widzenia, niż u jego zasłużonego “kuzyna”. Oznacza to, w jednym kadrze może się zmieścić aż 100 zdjęć wykonanych Hubblem. 

Dzięki panoramicznemu obrazowi, posłuży on nie do fotografowania odległych pojedynczych gwiazd, a do stworzenia bardzo szczegółowych map widzialnego Wszechświata. Pozwolą one chociażby badać naukowcom miliony galaktyk naraz, więc będzie to niesamowity postęp dla całego astronomicznego świata.

Co jeszcze będzie badał Roman? Jednym z jego najważniejszych zadań będzie pozyskiwanie informacji na temat ciemnej energii i ciemnej materii – jednych z najbardziej zagadkowych elementów Wszechświata, o których naturze wciąż wiemy bardzo mało. Dzięki mapom rozmieszczenia galaktyk i ich przesunięciom w różnych epokach istnienia Kosmosu teleskop może dostarczyć informacji, jak szybko rozszerzał się Wszechświat na różnych etapach rozwoju i jaki wpływ ma na to ciemna energia.

Za pomocą mikrosoczewkowania grawitacyjnego Roman poprowadzi przegląd egzoplanet. Naukowcy sądzą wręcz, że jest on idealnym narzędziem to przetestowania technologii, która będzie w przyszłości wspierała fotografowanie planet podobnych do Ziemi. To jednak nie wszystko. Najbardziej futurystyczną funkcją teleskopu jest eksperymentalny koronograf, który będzie tłumić światło gwiazdy, by można było dostrzec o wiele słabszą planetę krążącą wokół niej. Brzmi jak z książki science-fiction, prawda?

Skąd nazwa? Teleskop nazwano na cześć czołowej astronomki NASA, dr Nancy Grace Roman, jednej z pionierek obserwacji astronomicznych z kosmosu. Jest nazywana matką Teleskopu Hubble’a, ponieważ z sukcesem przekonała naukowców oraz NASA do budowy wielkiego teleskopu, który został później nazwany na cześć Edwina Hubble’a.

Bibliografia

  1. https://www.nature.com/articles/d41586-026-02612-3
  2. https://www.theguardian.com/science/2026/jul/16/atmosphere-lhs-1140b-exoplanet-could-water-scientists
  3. https://www.science.org/doi/10.1126/science.aea9708
  4. https://science.nasa.gov/mission/roman-space-telescope/science/

Zainteresowało Cię to, co czytasz? Chcesz wiedzieć więcej? Śledź nas na Facebooku, i – pozwól, że wyjaśnię!

0 0 votes
Oceń artykuł
Powiadom mnie!
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments